Czego dziecko potrzebuje od rodzica?

Dzisiejszy artykuł będzie poświęcony bardziej nie samej edukacji, lecz tego kogo chcemy uczyć. Czyli samego Dziecka 🙂 Bo sytuacja dzieci ogromnie zmieniła się w ciągu ostatnich 100 lat. Kiedyś im więcej dzieci się posiadało, oznaczało to też więcej pracowników, osób przynoszących dochód do domu- z pracy na roli czy z fabryki. Teraz obecność dziecka w domu, stanowi raczej wyzwanie, zarówno finansowe jak i osobiste. Dzieci posiadają znacznie większą ochronę prawną niż kiedyś, większe przyzwolenie i możliwość wyrażania siebie. Nie zawsze jednak nadążają za tym modele wychowania, rodzicielskie. No bo jakim być rodzicem, na czym się wzorować, skoro to, co było zalecanie w czasach naszych rodziców, dziś jest zupełnie nieaktualne? Sama zadawałam sobie pytanie, kim chcę, jakim rodzicem, gdy byłam w ciąży z pierwszym moim dzieckiem. Choć właściwie zawodowo pracowałam już z rodzinami i temat rodzicielstwa nie był mi obcy, to co innego jednak znać pewne zasady i prawidłowości, a  co innego naprawdę tego doświadczać. Co dziecku zapewnić, by rozwijało się jak najlepiej? Aby było najlepszym człowiekiem na miarę swoich możliwości? Choć kupowanie zabawek, ubranek było uroczym doświadczeniem, to wiedziałam, że samo zaopatrzenie dziecka w przedmioty nie załatwi sprawy jego wychowania. Bo to, co najlepszego możemy dać, jest w gruncie rzeczy niematerialne.

Tak więc, co możemy mu zapewnić? Czego, jakich warunków rozwoju potrzebuje od nas nasza latorośl? Do czego dziecku potrzebny jest rodzic?

# 1 Dla zapewnienie właściwego rozwoju emocjonalnego i stworzenia relacji pełnej bliskości

Rodzic musi zabezpieczyć dziecku możliwość zaspokojenia jego potrzeb biologicznych, podstawowych, bytowych. Szczególnie małe dziecko nie zapewni sobie pożywienia, nie wybierze właściwego ubrania. Ale i nastolatek potrzebuje stałego miejsca, dachu nad głową, jedzenia (niektórzy w znacznej ilości :)) Zadaniem rodziców jest stworzenie miejsca, w którym nie zagrożony będzie rozwój fizyczny ich potomków. Ale gdyby bycie rodzicem miało się ograniczać tylko do stworzenia odpowiednich warunków dla zaspokojenia potrzeb fizjologicznych, to mogłoby by się okazać, że zamiast domów mogą funkcjonować obozy, gdzie zgromadzi się dzieci i młodzież, da im co trzeba, by rośli i już. Zadanie spełnione. Jak pokazują jednak badania Harlow i niestety doświadczenia ludzi wychowanych w domach dziecka, młodemu człowiekowi potrzeba znacznie więcej.

Harry Harlow wykorzystał w swoich badaniach małpiątka – rezusy, którym przydzielił 2 „sztuczne” matki – jedną miękką, odzianą w przyjazną w dotyku tkaninę, a drugą wykonaną z drutu. Połowa małpek mleko otrzymywała od miękkiej matki, druga połowa od drucianej. Okazało się, że ważniejszy ponad zaspokojenie głodu był dla małpek dotyk ich „matek”. Nawet jeśli tylko druciana matka zapewniała pokarm, to małpki przychodziły do niej tylko w momentach, gdy były głodne. Większość czasu zaś spędzały z „matką”, do której mogły się przytulić. Nawet jeśli tylko to mogła im zaoferować. Ciekawe też okazały się ustalenia z długoterminowej obserwacji tychże małpek. Te pozbawione kontaktu z matką – choć zadbane i nakarmione – miały trudności z nawiązaniem relacji z innymi rezusami w życiu dorosłym.
Wyników tych badań nie da się wprost przenieść na relacje międzyludzkie. Nie można przeprowadzić takiego eksperymentu na dzieciach – było by to zbyt nieetyczne, mówiąc naukowo. Niestety istnieją jednak dane, które potwierdzają, że dotyk i relacja pełna czułości oraz bliskości ma znaczenie dla rozwoju człowieka. W 2014 r BEIP (Bucharest Early Intervention Project) przedstawił wyniki badań dotyczących rumuńskich sierot. System opieki nad nimi był silnie zinstytucjonalizowany i prawdę mówiąc bezduszny. Wyniki BEIP wskazują, że dzieci wychowywane w tych domach dziecka były opóźnione pod względem rozwoju społecznego, języka, rozwoju mózgu w porównaniu do dzieci z normalnych rodzin. Na szczęście umieszczenie dzieci w rodzinach zastępczych w wieku ok 1,5 – 2 lat może zmniejszyć te opóźnienia.

Każdy potrzebuje poczucia przynależności, dobrej więzi i relacji z przynajmniej jednym człowiekiem. Jest to niezbędne do prawidłowego rozwoju emocjonalnego i społecznego. Zapewni to związek rodzica i dziecka, w którym obie strony się szanują,potrafią wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje uczucia i swoje działania, są autentyczne i szczere wobec samych siebie i drugiej osoby. Jakim trzeba być rodzicem, aby to osiągnąć? Na szczęście nie ma określonego zestawu cech rodzica idealnego. Przede wszystkim nie ma rodzica idealnego. Jak mówi Juul, nawet w połowie idealnego. Wystarczy być sobą. Autentycznym. Działać w zgodzie ze swoimi uczuciami. Zauważać dziecko i je cenić, traktować jego życzenia (nawet jeśli na niektóre trzeba odmówić), potrzeby i jego samego poważnie.

No dobrze – zapyta ktoś – ale jaki związek ma to z edukacją finansową? Według mnie – ma. Aby Dziecko chciało słuchać i przyjąć od nas wiedzę, to musi mieć do nas zaufanie. I wierzyć, że chcemy dla niego dobrze. A to gwarantuje dobra relacja i wzajemne porozumienie. Które przetrwa czas. Szczególnie dojrzewania. Wychowanie bowiem kończy się gdzieś w okolicach 12-13 roku życia Dziecka. W tym czasie pojawia sie w domu Nastolatek. Dla którego Rodzic przestaje być bogiem, kimś idealnym. Co nie oznacza, że przestaje się on liczyć się z Twoim zdaniem. Tyle, że nie zawsze będzie chciał Cię słuchać. Nadal jednak potrzebuje wsparcia i zrozumienia w sytuacjach, gdy coś pójdzie nie tak. Jeśli więc twój Potomek chce wziąć odpowiedzialność za swoje wybory (także finansowe) to dobrze. W ten sposób zdobywa doświadczenia. Możesz upewnić się czy na pewno rozumie konsekwecje własnych decyzji. A gdy mu się noga powinie, będzie wiedział, gdzie się udać po wsparcie i przyjazną dłoń. A jeśli poradzi sobie świetnie, postępując inaczej niż Ty? Też dobrze. Bo odkryje nowy sposób na radzenie sobie z życiem i pieniędzmi. Sposób bardziej zgodny z jego naturą.

# 2 Do przygotowania do samodzielnego, dorosłego życia

Rodzic nie może być z dzieckiem przez całe swoje życie. Uniemożliwia to z reguły biologia. W pewnym momencie swojego życia dziecko chce i nawet powinno wziąć odpowiedzialność za siebie. I nie powinno mu się tego zabraniać. Inaczej właściwie ubezwłasnowolnimy dziecko. Ostatnio czytałam o pewnym 40-latku, którego dopiero śmierć rodziców zmusiła, by zacząć używać pralki,płacić za swoje rachunki i robić zakupy. Gdy potomek jest obsługiwany-chociaż najbardziej kochany-nie nauczy się brać za siebie odpowiedzialności. Dom dla niego może być hotelem. Przyszły partner zaś rodzicem, który też ma się nim opiekować. Aby tak się nie stało, warto pokazać Synowi/Córce, że razem z nami tworzy rodzinę. Wspólnotę. W której każdy coś otrzymuje,ale i coś daje. W której można pomóc innym, gdy o to proszą. Bo chce się dla nich zrobić coś dobrego. I bierze się odpowiedzialność za własne potrzeby. By wiedziało,jak to jest pracować na coś, na czym zależy. I ze wymaga to czasu, motywacji,wielu prób i błędów. I że nic w tym złego. Do tego zestawu dodam jeszcze  zarządzanie finansami. By Twoje Dziecko w bezpiecznych dla siebie warunkach uczyło, do czego służą pieniądze. Bo na pewno jako Dorosły będzie ich potrzebować. Możliwe,że nie raz dokona złych decyzji. Wolę teraz mojej dwójce dać czas na wyciąganie wniosków i naukę na błędach. Czemu? Bo chcę, by jak najlepiej radziły sobie i wiedziały, że są same w stanie o siebie zadbać. By znały w gruncie rzeczy proste zasady, dzięki którym zyskają w przyszłości stabilność finansową. By miały odpowiednia wiedzę i narzędzia , które to ułatwią. By nie pogubiły się w świecie pełnym reklam i pokus, ciągłych nacisków do wydawania pieniędzy. By miały świadomość, co mogą zyskać dzięki pieniądzom, a czego nie da się kupić. By dzięki środkom finansowym mogły realizować swoje pasje i rozwijać się, a jednocześnie, by były szczodre i pomocne wobec tych, którym los odmówił więcej szczęścia. Chcę, by pieniądze traktowane były przez nich jako narzędzie, środek do urzeczywistnienia swoich celów, a nie cel w sobie. Oprócz edukacji finansowej chcę, by wyniosły z domu rodzinnego wiarę w siebie, umiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami, nawiązywania bliskich relacji,poczucia odpowiedzialności za siebie i innych. Tego wszystkiego, co uważam, za podstawy dobrego, satysfakcjonującego życia.

#3 By rodzic umiał się zająć sam sobą

Dzieci chętnie pomagają rodzicom. Nawet, jak nie zawsze wydaje się to takie oczywiste. Spieszysz się z wyjściem do pracy i szkoły, a Twój maluch ma to w nosie. A Ciebie krew zalewa. Tylko czemu? Czemu jest to dla Ciebie tak ważne, że krzyczysz i złościć się? Co by się stało, gdybyś tego dnia Rodzicu spóźnił się? Możliwe, że nie zadałbyś sobie takich pytań, gdyby nie Twoje dziecko. Przy dzieciach i dzięki nim bardzo często wychodzą sprawy, które są dla nas trudne. I nad którymi może powinniśmy się zastanowić. Ale to jest Twoja odpowiedzialność, co dalej z tym zrobisz. Jak będziesz pracować nad własnym rozwojem. A Twój Syn/Córka to obserwuje. I tworzy model. Tego jak się należy/ nie należy zachowywać. Jak radzić sobie ze złością, bezradnością, smutkiem. Jak dbać o własne granice, jak nie pozwalać ich przekraczać. Więc jeśli Ty będziesz umiał zadbać o siebie, swoje uczucia, przekażesz te umiejętności dzieciom. Dodatkowo, Twoje dziecko nie będzie musiało opiekować się Tobą. I będzie miało przestrzeń na zadbanie o swoje potrzeby.

Więcej artykułów o rodzinie i dziecku znajdziecie także na portalu Kobiecie Porady. A także informacje o tym, jak dbać o siebie, o dom. Bo tak, jak napisałam parę linijek wyżej, my też jako Mamy mamy prawo zaopiekować się sobą 🙂

Ciekawa jestem Twojego zdania. Jak Ty widzisz rolę rodzica? Zgadzasz się z tymi punktami czy masz zupełnie odmienne zdanie?

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie! Podziel się!

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://www.dzieci-i-pieniadze.com/czego-dziecko-potrzebuje-od-rodzica/
YouTube
Linkedln
INSTAGRAM

4 Comments

  1. Agata

    Czesc Aniu. Bardzo ciekawy artykul. Dal mi duzo do myslenia. Mojemu pierwszemu dziecku staralam sie dac bardzo duzo bliskosci. Drugie takze sporo jej otrzymalo. Nie jestem jednak matką -polką i mysle takze o sobie… mysle sobie, ze szczesliwa matka to szczesliwe dziecko. Chcialabym aby w przyszlosci moje dzieci nie baly sie podejmowac wyzwan zarowno finansowych jak i zwiazanych z realizacja marzen…(przepraszam za brak interpunkcji…pisze z telefoniku).

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Agato! Bardzo dziękuję Ci za komentarz. I myślę, że to dobrze, że dbasz też o swoje potrzeby. Dzieci wcale nie chcą by dawać im wszystko,tylko to co jest im potrzebne☺ Dobrego wieczoru!

      Reply
  2. Ania

    Bardzo przemawia do mnie ten eksperyment z małpkami. Choć trochę mi żal tych wychowanych z „zimną” matką. Niestety, ten wzorzec często spotykamy na ulicach, w sklepach, niektórzy nawet we własnym domu…
    Aniu, bardzo mądry wpis. Myślę, że niejednej matce narobiłby zamieszania w głowie – i o to chodzi!
    Ja, choć mamą jeszcze nie jestem, mam nadzieję, że będę właśnie Mamą, a nie matką. Czego życzę wszystkim Czytelniczkom Twojego bloga 🙂

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Dziękuję Aniu 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *