Mamo, czy jesteś gotowa pożegnać się ze swoim dzieckiem?

czy jesteś gotowa pożegnać się ze swoim dzieckiem?

Dziś będzie inaczej. W tym artykule zamiast mówić o pogłębianiu kontaktu i relacji, chcę zająć się sytuacją, w której kontakt z dzieckiem ulega osłabieniu. Lub kiedy wręcz konieczne jest powiedzenie sobie „żegnaj”. Mamo, czy jesteś gotowa pożegnać się ze swoim dzieckiem? Może nie od razu teraz (szczególnie jeśli ma ono parę lat), ale czy jesteś gotowa przyjąć fakt, że rozstaniecie się? Że wasza relacja się zmieni?

W terapii jak w rodzinie

Pamiętam, gdy jeszcze jako singielka jechałam z koleżanką na szkolenie. W trakcie drogi czas umilałyśmy sobie rozmową. O pracy rzecz jasna 🙂 Konkretnie o terapii i relacji z klientem. Że to proces, w którym dużą, a może nawet i podstawową rolę odgrywa więź. Dobra relacja między terapeutą a klientem. Wzajemne zaufanie i przywiązanie. I padło też wtedy pytanie: „A co jeśli, klient nie będzie chciał nas opuścić? ” W sensie przywiąże się tak bardzo, że nie będzie chciał się rozstać? I to jest właśnie druga część terapii. Gdy relacja będzie już na tyle silna, że klient czuje się w kontakcie z terapeutą bezpiecznie, że dzięki relacji i zaufaniu zaczyna się zmieniać, to wtedy omawiamy z nim wyjście na niezależność. Bo przecież wiecznie w terapii być nie można. I tak naprawdę chodzi o to, by dana osoba sama radziła sobie w najlepszy dla siebie sposób z wyzwaniami życia. Terapeuta ma być czasową pomocą, jeśli okaże się, że brak jest pewnych umiejętności. Ale tak naprawdę o skuteczności terapii decyduje to, jak człowiek radzi sobie po wyjściu z gabinetu.

Dlatego w terapii równie ważną jej częścią jak nawiązanie kontaktu jest rozstawanie się.

Podobnie przecież jest w domu. Rodzina przechodzi w czasie swojego rozwoju przez różne fazy. I można powiedzieć, że zatacza „koło”. Bo jak na początku było tylko ich dwoje, para, związek, to na końcu też zostaje związek tych samych dwojga ludzi. Tylko starszych o 20 – 30 lat. Którzy jak już pogodzą się z okresem „pustego gniazda”, to ponownie mogą się skupić na swoim związku partnerskim.

fazy-zycia-rodzinnego

Relacja z dzieckiem to nauka rozłąki

I patrząc tak na rodzinę, Droga Mamo, przychodzi mi do głowy zdanie, które gdzieś przeczytałam. Że bycie z dzieckiem, że w naszym związku z dzieckiem, to codzienne żegnanie się z nim. Bo każdego dnia rozstajemy się z nim trochę bardziej. Każdego dnia nasze dziecko robi krok w stronę niezależności. I tak się dzieje od prawie jego urodzenia. Bo przecież troszcząc się niego jako niemowlaka, dbając o jego potrzeby, dajemy mu także przekaz:

„Twoje potrzeby, Ty sam jesteś ważny”

Po to by i ono sam umiało zadbać o siebie, już samodzielnie.

Pomagając mu stawiać pierwsze kroki, dziecko już nawet fizycznie zaczyna od nas odchodzić. I z każdym dniem pozwalamy mu na coraz więcej. Z czasem dajemy mu coraz więcej samodzielności. Aż w końcu „pozwalamy” na wyprowadzkę z domu i założenie swojej własnej rodziny.

Rozstanie to proces i wiele trudnych emocji

Rozstanie to trudna rzecz. Z którym wiąże się jeszcze więcej trudnych emocji. Które też wymagają czasu. Który jest także potrzebny na przyzwyczajenie się do nowej perspektywy, do nowej rzeczywistości. I prawdę mówiąc, ten proces może być bardzo podobny do przeżywania śmierci bliskiej osoby. Dlatego, że metaforycznie dla nas też coś umarło. Ten chłopiec, który chętnie przychodzi po przytulasy, za 10 lat będzie chciał przytulasów od kogoś innego. Przestanie być już małym chłopcem. Dla którego moje zdanie jeszcze się liczyło. I ja przestanę być tą pierwszą osobą, do której biegnie, gdy coś się stanie. Tego chłopca już nie będzie. Będzie za to ktoś inny. Ktoś, kogo może jeszcze dobrze nie znam.

Więc naturalnym procesem w rozwoju rodziny, w rozwoju więzi będzie opłakanie „zniknięcia” tego małego chłopca. Czasem złość, czasem żal i smutek. Na początku szok i niedowierzanie. Cały ten proces może zabrać kilka miesięcy. A nawet jeśli jesteś przygotowana czy świadoma konieczności tych zmian, to nie zdziw się, że też te trudne emocje przeżywasz. Bo, aby tak naprawdę zaakceptować zmianę, to wcześniej trzeba opłakać to co było wcześniej. Pożegnać się ze starym, by przywitać się i cieszyć się z nowego.

Masz Dziecko czy Projekt dziecko? Czy jesteś gotowa na rozstanie się z Twoją wizją przyszłości dziecka?

Ten tytuł jest trochę prowokujący. No dobra, może więcej niż trochę. Nawet jeśli nie organizujesz każdej minuty życia swojej pociechy. Nawet jeśli nie układasz mu planów i kariery szkolnej / zawodowej, to może masz jakieś wyobrażenia co do niego samego. Oczekiwania nawet nieświadome i nienachalne. Wyjaśnię Ci na swoim przykładzie.

Gdy byłam w ciąży z synem, w 12 tygodniu podczas USG dostałam informację, że coś jest nie tak. Że z badania wychodzi ryzyko zespołu Downa. Miałam możliwość zrobienia dodatkowych badań, w tym genetycznych, które ostatecznie potwierdzą diagnozę. Z których skorzystałam. Ale przez tydzień do czasu otrzymania wyników, bardzo cierpiałam. Mąż też. Bo nie, nie chciałam, nie chcieliśmy mieć niepełnosprawnego dziecka. Nie chciałam mieć ciężko chorego dziecka (jeśli zespół Downa byłby wykluczony, istniało jeszcze ryzyko wad serca). Pamiętam piątek, gdy czekałam w wannie na telefon z informacją po badaniach, gdy płakałam z żalu. Gdy wyobrażałam sobie, jak to będzie, gdy ten niechciany przeze mnie scenariusz się spełni. Gdy okaże się, że moje dziecko nie pójdzie na studia, nie zostanie architektem ani prawnikiem. Może nawet nie opuści domu, może się z nikim nie zwiąże. A ja nie będę mogła też rozwijać się zawodowo, tak jak sobie planowałam.

Ten dzień, to oczekiwanie, bardzo odsłoniło mnie samej, jak istotne są dla mnie pewne sprawy. Że choć tak świadomie zakładałam niezależność dziecka w wyborze edukacji, zawodu, to brak pewnych możliwości okazał się dla mnie trudny. A moje dziecko nawet się przecież nie urodziło, a ja miałam gdzieś w swojej głowie prawie całą wizję jego życia.

Zastanów się, czy i Ty nie masz jakiś ukrytych oczekiwań? Co by było gdyby któregoś dnia Twoja córka oświadczyła, że nie chcę się uczyć i woli mieć dwóję niż się bardziej starać. Albo że nawet może powtarzać klasę. Co by było, gdyby Twój syn postanowił kupić sobie Barbie? Albo chciał mieć dredy. Tatuaż, kolczyk w uchu?

Jak takie wyobrażenia mają się do tego, jak Ty wyobrażasz sobie przyszłość swojego dziecka?

Jak myślisz, co dla Twojego dziecka jest ważne? Na czym mu zależy? Czy to są te same wartości co u Ciebie? Na czym ma się opierać jego szczęście, dobre jakościowo życie?

[FM_form id=”4″]

I tak na koniec przytoczę Wam fragment z książki Dave Ramseya „Smart Money, Smart Kids”. On jest bardziej guru finansowy niż wychowawczy, ale w swojej książce przytacza ciekawą opowieść z ich życia rodzinnego. Przenośnia co prawda nie końca mi odpowiada, ale że pokazuje jednak ten przekaz, o który też mi chodzi, to ją przytaczam.

W jego rodzinie bowiem często używano metafory liny. Którą według ich rodziny związane jest dziecko. Rodzic decyduje o długości liny, czyli tym samym wyznacza granice wolności. Lina jest luzowana, gdy dziecko dokonuje dobrych wyborów, co oznacza zwiększone zaufanie do dziecka. A skracana, gdy te wybory są złe i powodują spadek zaufania rodzica do dziecka. I gdy najstarsza córka Ramsey’ów wyprowadziła się, by zacząć naukę w collegu, jej ojciec dał jej prawdziwą linę. Ze słowami, że jej ufa, że dokonuje dobrych wyborów, że jest już tak daleko od domu, że rodzice nie są w stanie trzymać końca tej liny. Dlatego przekazuje tę linę do jej rąk.

Metafora była bardzo istotna także dla pozostałych dzieci Ramsey’ów. I choć może nie zgadzam się z nią do końca, to dla mnie pokazuje ona jedno. Im dziecko starsze, tym bardziej od nas odchodzi. I wraz z odchodzeniem dziecka nasze możliwości kontroli, wpływu, opieki też się oddalają. Aż przyjdzie taki dzień – wcześniej czy później – że odpowiedzialność za dziecko, za młodego człowieka, trzeba będzie przekazać jemu samemu. I rozstać się. Nie oznacza to oczywiście braku kontaktów. Lecz raczej rozstanie się w pewnym wyobrażeniem mamy jako tej najważniejszej, jedynej. Uznanie, że syn/córka sam jest dla siebie doradcą. Nawet jeśli jego wybory nam nie odpowiadają

.

Źródło zdjęcia:Pixabay

A co Ty sądzisz o takim podejściu do dojrzewającego dziecka? Jakie są Twoje doświadczenia – zarówno jako dorastającej osoby jak i matki, która ma coraz bardziej niezależne dzieci? Czy możesz podzielić się tym w komentarzu?

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie! Podziel się! Niech inni też mają szansę dowiedzieć się czegoś ciekawego 🙂

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://www.dzieci-i-pieniadze.com/czy-jestes-gotowa-pozegnac-sie-ze-swoim-dzieckiem/
YouTube
Linkedln
INSTAGRAM

12 Comments

  1. Elżbieta

    Mam nadzieję , że jestem gotowa żegnać się ze swoim dzieckiem.
    Na pewno popełnię wiele błędów na tej drodze, ale mam tę świadomość, że wychowuję je dla świata , a nie dla siebie.
    Czasami trudno być rodzicem. może dlatego , że chcemy być rodzicem idealnym, albo mieć dziecko idealne. Ale to zakrawa już na to ,że nie dajemy dziecku przestrzeni na jego wyjątkowość.
    Wnioski : edukować się edukować , edukować w zakresie wychowywania i rozwoju

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Elu. Myślę, że i to żegnanie nie musi być czymś, co się dokona od razu, że to jest jednak proces. I tak jak to ciekawie nazwałaś, bardziej też mi się kojarzy z tym, by dawać dziecku przestrzeń na jego wyjątkowość, na to, że może ono odbiegać od naszych wyobrażeń..

      Reply
  2. Ewa

    Bardzo poruszający wpis. Dzięki, Aniu. Moja nastoletnia córka przyzwyczaja mnie do pożegnania i już widzę, że łatwo nie jest. Każdy samotny powrót wieczorem, każde wyjście w weekend uczy mnie pokory i wzbudza tęsknotę za tym, jak to było, gdy nosiłam ją wszędzie w nosidle.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Dziękuję Ewa. Tak, myślę, że to nie jest łatwe. Mój syn obecnie coraz częściej już mnie przyzwyczaja, że ma swoje zdanie i mnie nie słucha..

      Reply
  3. Aisha

    Bardzo ciekawy, ale i bardzo ważny temat, być może jeden z ważniejszych w wychowaniu. Tak jak napisałaś, stale dorastamy do tego by dawać samodzielność naszemu dziecku. Obserwuję często taką zależność, że in rodzice bardziej chcą kontrolować nastolatka i bardziej bezwzględnie starać sie sterować jego zachowaniem, tym bardziej nastolatek sie buntuje i gdy znajduje się poza zasięgiem rodzica tym bardziej próbuje łamać nakazy. Ja to nazywam, że im krótszy łańcuch tym częściej się zrywa.
    Ja stosowałam dyskusję i podawanie argumentów oraz skutków postępowania, przy jednoczesnym zostawieniu decyzji nastolatkowi. Najczęściej to skutkuje, przynajmniej mi się udawało.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Aisha. Bardzo mi jest bliskie, to co napisałaś. Dla mnie taka wyzwalające z kolei była myśl, że z nastolatkiem można przecież rozmawiać i jemu dawać odpowiedzialność za własne wybory. Przy jednoczesnym zapewnianiu wsparciu. Taka postawa wydaje mi się najbardziej realna, najbardziej ucząca i najmniej taka „szarpiąca” obie strony. Choć niełatwe będzie na pewno to, gdy te przyszłe wybory moich dzieci nie będą mi się podobać.. Ale w końcu to będą ich wybory, nie moje i tej myśli staram się trzymać 🙂 Pozdrawiam

      Reply
  4. Marta

    Mam czterolatka i dwulatka. Zawsze wydawało mi się, ze jestem świadomą mamą, wiedzącą, ze dziecko wychowuje się nie dla siebie, ale dla niego samego i dla świata. Ale czytając Twój wpis struchlałam… Bardziej dobitnie dotarło do mnie, ze faktycznie TEN dzień kiedyś nadejdzie. I w tym osłupieniu przyszła mi do głowy taka myśl, że warto z dzieckiem nawiązywać taką relację, żeby mimo dorosłości, chciało jednak czasem wpaść na te przytulasy 🙂

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Marta. Tak, ten dzień kiedyś nadejdzie 🙂 Ale myślę, też że „ten dzień” jest także wtedy, gdy Twoje/moje dziecko mówi „Nie”, chce zrobić po swojemu. A Ty/ja, choć nam się to nie podoba, to dajemy akceptację. I oczywiście przytulasy. Faktycznie, bardzo bym chciała, byśmy nawet pomimo kilkudziesięciu lat na karku razem z dziećmi zawsze mieli ochotę je sobie dawać 🙂

      Reply
  5. Monika

    Mądry i potrzeby wpis. Zamiast własnego komentarza posłużę się cytatem :
    „Twoje dzieci nie są Twoja własnością
    Są synami i córkami tęsknoty za swym życiem
    Przychodzą przez ciebie, ale nie od ciebie
    I mimo że przy tobie są, nie do ciebie należą
    Możesz im dawać swoją miłość, ale nie
    Twoje zmysły, bo mają swoje.
    Jesteś ojczyzną ich ciał,
    Lecz jednak nie ich dusz.
    Dusze ich mieszkają w przyszłości,
    Której ty nie zobaczysz
    Nawet w snach twoich.
    Możesz się starać patrzeć jak one,
    Lecz nie czyń prób zrównania ich z tobą,
    Życie nie ogląda się za siebie
    I nie czeka na to, co już było.”
    Khail Gibran

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Wow, piękny cytat! I doskanale oddaje to co, chciałam przekazać. Dzięki!

      Reply
  6. Karolina Kary B.

    Bardzo ciekawy wpis. Codziennie, dając dzieciom coraz większą dawkę samodzielności, uczę się jak ich do siebie tą liną nie przywiązać na stałe. Każdego dnia poluzowuję, choć nie zawsze przychodzi mi to łatwo – głównie ze względu na obawy o nich. I tłumaczę sobie, że tak należy, że to naturalne, niemniej łatwo nie jest 😉

    Co do drugiej części – projektowania sobie przyszłości dziecka – każdy ma jakieś wyobrażenia, chciałby by jego dziecko było kimś wybitnym itp. Ja bym chciała, by moje było dobrym człowiekiem. A czy będzie lekarzem, murarzem, czy malarzem.. jeśli będzie szczęśliwe, nie będę mieć problemów z zaakceptowaniem tego.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Karolina. Tak właśnie myślę, że to nasze matczyne/ rodzicielskie obawy sprawiają, że tak trudno nam zaufać dzieciom, że sobie poradzą. Albo spytać je czy nie w czymś potrzebują naszej pomocy. Tak umiejętność wypośrodkowania między zaufaniem a chęcią ochrony faktycznie nie jest łatwa. Pozdrawiam

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *