Czy zarabianie pieniędzy może być frajdą?

Ostatnio zdarzyło mi się zamieścić komentarz odnośnie kieszonkowego. Że oprócz niego mój syn ma drobne prace, które jeśli wykona to będzie miał dodatkowe fundusze. Jeśli nie, to będzie miał i tak kieszonkowe. Zadania nie są zbyt ciężkie,nawet nie jest ich dużo. Wśród nich mycie samochodu razem z tatą, co właściwie bardziej dla moich dzieci jest zabawą i wielką frajdą. I pod tym moim komentarzem pojawił się kolejny, czy nie myślę, że pieniędze odbiorą tę frajdę, tę zabawę z wykonywanej czynności. Bo będzie się ją robiło dla pieniędzy.

I to właśnie zdanie zmusiło mnie do refleksji. Że jak się coś robi dla pieniędzy, to źle? Czy nie można mieć i frajdy z pracy, i frajdy z tego, że się dostaje za to pieniądze?

Na marginesie – jakoś nie jestem przekonana, że gdybym nie zaproponowała synowi fajnego zadania albo, z którego on nie ma żadnej satysfakcji, to pieniądze go nie przekonanają do jego wykonania. Na szczęście nie ma on w głowie tych wszystkich skojarzeń, które my mamy i to, co go raczej motywuje do działania, to jego osobista chęć. Wiele bowiem razy zdarzyło się, że nie chciał „swojej pracy” wykonać. I świadomość, że nie będzie z miał w związku z tym kasy, nie była żadnym motywatorem.

A teraz płynnie przejdę do moich osobistych doświadczeń 🙂

Dobrze pamiętam kwiecień 2004. Był to pierwszy miesiąc mojej pierwszej zawodowej pracy. Dopiero co skończyłam studia, a bycie zawodowym psychologiem dopiero się przede mną rozpoczynało. Z tego okresu – oprócz wspomnień strachu, który jak zawsze mi towarzyszy na początku moich nowych doświadczeń – pamiętam też wiele radości i zdziwienia. Radości – bo robiłam to co lubię, to, co kocham, że moja praca ma jakieś znaczenie, sens i jest istotna. Że pomagam ludziom. Ale i zdziwienia, że za to mi płacą (co prawda w tamtym okresie płacili niewiele 😉 ). A nawet pewnego zażenowania. Jak jak mogę brać pieniądze za coś przyjemnego? Praca powinna być męcząca, powinna być harówą, trudna, może nawet wykonywana z niechęcią. I za to powinni mi zapłacić – za mój trud właśnie. A ja przecież do pracy szłam z uśmiechem na ustach, każdy dzień był szansą na naukę czegoś nowego i na pozytywną zmianę w czyimś życiu. I choć zmęczonona wracałam do domu, to jednak byłam przepełniona satysfakcją, że zrobiłam coś fajnego. I jeszcze dostanę za to wynagrodzenie. Choć świadomie i tak racjonalnie wiedziałam, że o to chodzi, że skoro mam przez kilkanaście lat coś robić, by się utrzymać, to dobrze robić to z przyjemnością. Ale podskórnie czułam mały zgrzyt.

Bo na dobrą sprawę, przekaz, jaki często słyszę z mediów czy od rodziny, znajomych – że już bym chciała nie pracować, oby jak najszybciej do emerytury, że nie zamierzam pracować aż do śmierci. Czyli praca jest ciężka, męcząca, jak masz okazję uniknąć pracy, to tak zrób. Sama też wielokrotnie chciałam od swojej pracy odpocząć. Szczególnie po trudnym tygodniu. I tak sobie myślę, czy też jako dziecko nie zrozumiałam patrząc na ciężką pracę rodziców i dziadków, że praca właśnie musi być ciężka. Fizycznie ciężka, by pot sie lał, a mięśnie bolały. Czy to właśnie nie z powodowało takiego mojego zażenowania związanego z pierwszą pensją? Która fizyczną pracą zdecydowanie nie była?

Doszukałam się jeszcze jednego dna. A może też chodzi o to, że pieniądze są złe? Czy pomagać nie należy bezinteresownie? Że jak się dostaje za to wynagrodzenie, to jest się moralnie kimś gorszym? A domaganie się za to jeszcze większych pieniędzy jest już w ogóle nie na miejscu?

Sporo tych pytań, a odpowiedzi zdecydowanie mniej. I myślę, że dobrze aby każdy sam znalazł na każde z nich własną odpowiedź. Bo myślę, że te pytania są ważne, bo określają nasz stosunek do zarabiania, pracy i czego właściwie oczekujemy od swego życia.

Prawdę mówiąc, lubię pracować. Jeszcze siedzi we mnie myśl, że nawet jak na tym nie zarabiam 🙂 Albo zarabiam mało. Co często na poczatku może być ok, pod warunkiem, że dam sobie prawo do poproszenia o podwyżkę. Lub szukania takich źródeł, dzieki którym pieniądze same będą się zarabiać. Dlatego do dużych pieniędzy się przyzwyczajam. I do zmiany myślenia zarówno w temacie pieniedzy jak i zarabiania dużych pieniędzy. Że ani jedno ani drugie nie jest złe. I że chcę pracować, być aktywna tak długo, jak się da.

Bo tak się złożyło, że na ten moment świat funkcjonuje tak, że aby się utrzymać, przeżyć, pieniędzy po prostu się potrzebuje. A jedynym legalnym i społecznie uznanym sposobem na to jest praca. (Choć pamiętam taką bajkę o złodzieju, który też musiał się porządnie napracować, by zrealizować swój cel. Wniosek – jeśli coś chcesz, musisz wykonać wysiłek). I praca łączyła sie i łączy z jakimś wysiłkiem. Aby był jakiś efekt, za który nam zapłacą, no to musi być jakieś działanie. Ale czy prawdą jest, że praca musi być wyniszczająca, bardzo ciężka? I tylko za taką należą się pieniądze? Nie, nie jest.

Zawsze uważałam, że jak ma się spędzić 40 lat na robieniu czegoś, to nie może być to udręka. Bo to na dłuższą metę nie przyniesie rezultatu. Ale też nie każdy od razu wie, co chce robić. Nie każdy ma pasję, na której może zarabiać. A każdy raczej ma rachunki do opłacenia. I czy to, że podejmuję pracę właśnie dla pieniędzy oznacza, że musze to robić z niechęcią? Czy to by znaczyło, że praca=przyjemność jest opcją tylko dla wybranych?

Na szczęście niekoniecznie. Z artykułu magazynu Charaktery wynika, że pasję można w sobie rozbudzić. Że jeśli ma się założenie – będę mieć więcej umiejętności, kompetencji, to może pokocham swoją pracę. Wtedy po jakimś czasie praca może dawać zadowolenie w obydwu aspektach – i finansowym, i osobistym.

Dostrzegam jeszcze rzecz. Są oczywiście zawody, prace, które wymagają ciężkiego, fizycznego wysiłku. I że nie każdy potrafi pracować tak, by bez dużego wysiłku, ciężkiej fizycznej pracy, zarabiać naprawdę duże pieniądze. W takim przypadkach myślę tym bardziej ważne jest aby odpowiednio zarządzać pieniędzmi. By je w końcu tak inwestować, by to one pracowały na Ciebie. A nie tylko Ty na nie. I wiem, że da się tego nauczyć. Może nie będzie to od razu proste i łatwe. Ale myślę, że jest to do opanowania. Tylko trzeba na to odpowiedniego czasu i wiedzy.I wtedy faktycznie nie będzie trzeba pracować do śmierci, tylko dla przyjemności.

Żeby nie było, że ten wpis  nie ma związku z edukacją finansową dzieci:) Dzieci nie żyją w zamkniętym środowisku. Żyją razem z nami i tym, co my. Część rzeczy, myśli przyjmują bezrefleksyjnie. Szczególnie małe, nienastoletnie. Bo po prostu nie potrafią tak dobrze wszystkiego zanalizować, bo jeszcze nie mają tak dobrze rozwiniętych zdolności umysłowych. To, co mówisz, to co myślisz na temat pracy, zarabiania pieniędzy, z jakimi emocjami to łączysz, przekazujesz dziecku. Budując w ten sposób jego świat, jego wyobrażenie i przekonania, co w nim chodzi. W głównej mierze robisz to nieświadomie. I nie przewidzisz, co w świecie dziecka wybije się na plan pierwszy. Jaka myśl w nim zostanie. Jak to połączy się z innymi doświadczeniami i predyspozycjami Twojego przedszkolaka. Ale żeby nie było pesymistycznie – jeśli nie wiesz, co Twoje dziecko myśli, to je zapytaj! I posłuchaj dokładnie odpowiedzi. Zaciekaw się zdaniem dziecka, tak jak ciekawi Cię zdanie przyjaciele w ważnej dla Ciebie sprawie. I mów o sobie, o swojej pracy. Możecie razem oglądać album rodzinny poświęcony waszym rodzinnym zawodom, o którym wspominałam tutaj. I dalej go uzupełniać przez wywiady z innymi członkami rodziny. A przede wszystkim rozmawiaj z dzieckiem. Swobodnie, o pracy, o swoich doświadczeniach, o twoich dziecięcych marzeniach na temat pracy. O jego pomysłach. Co go pasjonuje. Pomóż mu odkryć jego własne umiejętności, zdolności, co go ciekawi. Nie muszą to być wcale długie rozmowy. Czasami i minuta wystarczy. Minuta, która będzie serdecznym, pełnym ciekawości czasem. W której wsłuchasz się w to, co Twoje dziecko chce Ci powiedzieć. I w której Ty zastanowisz jaki obraz świata, pracy i pieniędzy chcesz mu zbudować.

[FM_form id=”4″]

A teraz jeszcze ogłoszenia drobne 🙂 A właściwie jedno ogłoszenie. Muszę Wam powiedzieć, że dzięki blogowi wiele się u mnie ostatnio dzieje. Poznaję nowych, bardzo ciekawych ludzi, rysują się pierwsze kontakty i pierwsze współprace. I efektem tego całego ruchu jest gość specjalny. Który za kilka tygodni pojawi się tutaj. Więcej szczegółów zdradzę już wkrótce 🙂

Źródło zdjęcia: Pixabay

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie! Podziel się!

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://www.dzieci-i-pieniadze.com/czy-zarabianie-pieniedzy-moze-byc-frajda/
YouTube
Linkedln
INSTAGRAM

4 Comments

  1. Monika H.

    Pamiętam, że jako dziecko też za różne dodatkowe czynności dostawałam pieniądze. Nie sądzę, by wyłącznie one motywowały mnie do działania. Cieszyłam się, że mogę pomagać, a jednocześnie odkładać drobniaki na wymarzoną rzecz. Pomagałam babci, mamie, a nawet znajomej sąsiadce, która oprócz drobniaka zawsze wręczała mi tabliczkę czekolady. Służyłam pomocą z przyjemnością, czułam się odrobinę odpowiedzialna, jak dorosła 😀 Podobało mi się, że ktoś mnie potrzebuje. Miło to wspominam. Dzieci myślą inaczej, kasa to nie jest wyznacznik, chociaż wiadomo, że się dzieciak cieszy, jak dostanie kilka monet na swoje wydatki.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Monika. Dziękuję Ci za komentarz. Przy pieniądzach myślę, że ważna jest odpowiedź na pytanie-po co one są mi potrzebne? Co właściwie chcę osiągnąć? Czy to one są moim celem czy środkiem? Fajnie, że u Ciebie zarabianie łączyło się także z innymi przyjemnymi doswiadczeniami. Też tak chcę dla moich dzieci 🙂 Pozdrawiam

      Reply
  2. Hamak Life

    Lubię czytać takie zwierzenia ludzi spełnionych. 🙂 I potwierdzam, że pasję można w sobie rozbudzić…choć nie na przykładzie pracy. Na polonistyce – moich pierwszych studiach – za upiorne przedmioty uchodziły: gramatyka historyczna języka polskiego i język staro-cerkiewno-słowiański. Ludzie masowo oblewali egzaminy. Już nie pamiętam, jak to się stało, ale postanowiłam te przedmioty polubić…żeby się ich nauczyć 😉 Podeszłam do nich jak do systemów komunikacji, które należy rozpracować – abstrakcyjnych łamigłówek. Ku mojemu zdziwieniu w trakcie nauki olśniło mnie, że stanowią one bazę dla wszystkich języków słowiańskich i że to, czego się wtedy nauczyłam, wywołując zdziwienie i falę niedowierzania na roku, tak bardzo potem przydało mi się w podróżach, czyli mojej kolejnej oprócz języków pasji! Teraz usiłuję w sobie rozbudzić zainteresowanie kwestiami technicznej obróbki bloga i znowu widzę podobieństwo: język programowania to w gruncie rzeczy…język. 🙂

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Hamak Life! Jaki ciekawy wątek poruszyłaś! Czyli właściwie jak tylko się chce, to sposób się znajdzie. Były by tylko się chciało 🙂 Dzięki za komentarz i powodzenia w rozgryzaniu kolejnego języka!

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *