Dlaczego warto być sobą. Nawet jak się jest rodzicem

Ten wpis powstaje spontanicznie. Bo na ten tydzień myślałam, by umieścić zupełnie inny post. Ale czasami warto odstąpić od planów. Przynajmniej ja mam taką potrzebę. Dziś. Tu i teraz. Czasami warto zatrzymać się i zastanowić nad sobą. I właśnie ja mam taki moment.
Ostatnio piszę w kilku miejscach, że czuję się zmęczona i tęsknię za wiosną. Może to wynik przeciągającej się zimy i szarej pogody angielskiej. A może też tego, że biorę na siebie wiele obowiązków i po prostu jest to wynik przeciążenia. W każdym bądź razie czuję potrzebę zatrzymania siebie w mojej pędzie i rutynie, w którą wpadłam i zapytać się samej siebie: “O co chodzi? Co się ze mną dzieje?” I ten wpis jest tego rezultatem.

Jesteś przewodnikiem, czego chcesz nauczyć swoje dzieci.

Do tego samego namawiam i Ciebie. Mam wrażenie, że w swoich obowiązkach, chęci zadowolenia także innych, często – my Mamy – wpadamy w koło błędnych zachowań. Że tak chcemy wiele dać innym, że na nas często brakuje już miejsca. A to co robimy, jest tak samo ważne dla nas jak i dla naszych dzieci. Już nie raz pisałam – i nie raz na pewno o tym wspomnę – że jesteśmy przewodnikami dla naszych dzieci. Że pokazujemy im, jak się w tym świecie, do którego dorastają odnaleźć. I one także z naszej postawy uczą się, jak się zachowywać. I jak dbać o siebie.

Bądź sobą, mamą – nie graj roli

Od kiedy poznałam książki Juula, to dały mi one głębsze spojrzenie na bycie rodzicem. Szczególnie trafiło do mnie zdanie o byciu autentycznym. Że bycie rodzicem nie polega na wchodzeniu w rolę mamy czy taty. Jesteś rodzicem i już. Jesteś odpowiedzialna za swoje dzieci, bo jesteś ich mamą. I najlepiej wychowasz je, jeśli po prostu będziesz szczera i autentyczna w tym co robisz. I to mi dało dużo do myślenia. Że nawet jako rodzic, to warto być sobą. Zwróciłam uwagę, jak często kieruję stereotypowe przekazy do własnych dzieci. Mówię, to co powinna mówić mama. Mówię, to co sama słyszałam jako dziecko. I często denerwowałam się i nadal denerwuję, gdy moje słowa jakby trafiają w próżnię. Ale właściwie dlaczego miałyby one wywoływać jakiś efekt? Skoro je rzucam w przestrzeń? Skoro je tylko wypowiadam, a tak naprawdę, to czy mają one jakieś znaczenie? Złapałam się już kilka razy na tym, że mówię coś siłą rozpędu i nawet nie jestem pewna czy moje dzieci mnie słyszą, bo są w drugim pokoju. I do tego zajęte swoimi sprawami. Dlaczego w ogóle miałyby zareagować?
Takie spojrzenie z boku sprawia, że łapię się na tym, jak czasem automatycznie się zachowuję. I jak mało to naturalne.
I właśnie teraz, gdy jestem zmęczona, to czuję potrzebę zastanowienia się, czego właściwie chcę. Co mi jest potrzebne, by czuć się lepiej. By czuć się wypoczętą, zrelaksowaną, zadowoloną z życia, by być w lepszym kontakcie z dziećmi…

Język osobisty – chcę i potrzebuję

I tu znowu z pomocą przychodzi mi Juul. Który zachęca do posługiwania się językiem osobistym. Żeby przestać się kryć za słowami i po prostu powiedzieć: “Chcę, nie chcę, potrzebuje, nie potrzebuję”
I wiecie, mam potrzebę napisać, że to działa. Już kilka razy zauważyłam, że gdy tak naprawdę szczerze powiedziałam dzieciom, czemu potrzebuję ich pomocy w sprzątaniu, to zazwyczaj ją dostaję. Zazwyczaj, nie zawsze. Ale na pewno częściej, niż gdy się denerwuję. Wiem, że też więcej pożytku moje dzieci mają ze mnie, gdy jestem naturalna i szczera. Gdy jestem sobą. Nawet jak jestem bezradna i zmęczona. Ale wtedy możemy być po prostu w autentycznym kontakcie. Więc daję sobie prawo powiedzieć: “Nie , nie pobawię się teraz z Tobą, czuję się zmęczona i chcę poleżeć”, “Potrzebuję Waszej pomocy w sprzątaniu, bo jestem już zmęczona robieniem tego sama”. Gdy te słowa są prawdziwe, powiedziane szczerze, gdy mówię je tak, by moje dzieci mnie usłyszały, to one zazwyczaj odpowiadają na moją prośbę. Albo reagują odmową, swoimi emocjami. Ale przynajmniej jesteśmy w jakimś porozumieniu. Nie udajemy. A przynajmniej ja. Bo mam takie podejrzenie, że moje dzieci raczej nie udają. Są jakie są i wszystko przeżywają na 100 %..

Najważniejsza jest relacja

I w tym moim zmęczeniu uświadamiam sobie, że to czego dzieci ode mnie potrzebują, to ja sama. Taka prawdziwa. Ze swoimi siłami i ograniczeniami. Nawet jeśli ich zaskoczę swoimi prośbami o pomoc albo pokażę, że nie jestem idealna, bo często bezradna i bezsilna. I ja sobie też taka jestem potrzebna. Odkrywająca siebie cały czas.
Prawdę mówiąc, odkrywam także swoje dzieci. Cały czas ich się uczę. Często zastanawiam się, jak będę radzić sobie w życiu, jakie cechy będą dominować w ich charakterze i już zdążyłam się zaskoczyć,że jest inaczej niż mi się wydawało..
Tego wzajemnego odkrywania nie będzie i może nie być, jeśli nie będziemy mieć ze sobą życzliwej, prawdziwej więzi. W której każde z nas jest zainteresowane tym, kim druga osoba jest. I myślę, że zapewnienie tego bardziej leży to po naszej stronie, po stronie rodziców. By unikać patrzenie na dziecko przez pryzmat naszych oczekiwań, lęków, nadziei. Że czasem po prostu wystarczy zapytać swojego malucha “Co czujesz? Co potrzebujesz?”. Zastanowić się, jaki on tak naprawdę jest.
I że jak same sobie damy pozwolenie na bycie nieidealną, to też własnym dzieciom dajemy sygnał, że bycie nieperfekcyjnym jest w porządku. I że znacznie ważniejsze jest bycie sobą.
Wybacz mi ten dzisiejszy niezgrabny wpis. Jakoś nie chcę go upiększać na siłę. To, co chcę dziś napisać dla siebie i dla Ciebie:

Jesteś, jaka jesteś. Jeśli potrzebujesz czegoś, to nie bój się o tym mówić. Nawet jeśli oznacza to proszenie albo pokazywanie, że masz słabości. I tak dla swoich dzieci jesteś najlepszą mamą, jaka może być. Bo jesteś ich. I prawdę mówiąc lepszej mamy też mieć nie będą. Więc warto być sobą. Dlatego nie ukrywaj się też przed nimi, niech one też Ciebie się uczą, tak ja Ty uczysz się nich.

Źródło zdjęcia:Pixabay

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie! Podziel się!

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://www.dzieci-i-pieniadze.com/dlaczego-warto-byc-soba-nawet-jak-sie-jest-rodzicem/
YouTube
Linkedln
INSTAGRAM

14 Comments

  1. Babownia

    Wyruszam zaraz do pracy, ale do porannej kawy sięgnęłam Aniu właśnie po Twój wpis. Jest mi bardzo bliski, bo to własnie to, co próbuję pisać na moim blogu. Bądźmy nieidealne, nieperfekcyjne, ale bądźmy sobą. Dla naszych dzieci, partnerów życiowych, rodziców. Ja też w zeszłym tygodniu poczułam potrzebę zwolnienia i tak jak Ty stworzyłam wpis poza planem. Ale przecież o to chodzi w życiu, żeby żyć jego rytmem, prawda? A nie życiem naszego planera. Poranne uściski. Basia <3

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Basiu. Miło mi, że mogłam Ci dziś towarzyszyć. Bardzo podobają mi się Twoje słowa – życia naszym życiem, a nie naszego planera. Zapisuję jako pobudzacz motywacyjny! Pozdrawiam ciepło!

      Reply
  2. Basia

    Aniu, bardzo wzruszył mnie Twój wpis. Moje weekendowe przemyślenia krążą wokół tego samego tematu. Dobrze wiedzieć, że jest więcej rodziców, którzy nie boją się być autentyczni!

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Dzięki Basiu. Taki trochę terapeutyczny wyszedł mi ten wpis, dla mnie samej. A po odzewie widzę, że nie tylko mnie te moje przemyślenia są bliskie..

      Reply
  3. Anna - Kobieta Inwestuje

    Świetny wpis. Dokładnie tak myślę – najważniejsza jest relacja. A chyba każda z nas potrzebuje tej autentyczności i poczucia siebie samej w naszej rodzicielskiej relacji. Czasem tak się same zapędzamy w tym matkowaniu, że nie wiemy, gdzie tak naprawdę nasz czas i nasze życie.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Dzięki Aniu. Dla mnie właśnie takie doświadczenia autentyczności, bycia w zgodzie samej z sobą okazały się bardzo cenne. I myślę, że dla moich dzieci również. Pozdrawiam

      Reply
  4. jogosfera

    Bycie autentycznym w relacjach z dzieckiem to podstawa, ale nie zmienia to faktu, że będąc zmęczonym często działamy schematycznie :/

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Oj, tak, dobrze to znam 🙂 Tyle, że w kontakcie z moimi dziećmi chcę coraz częściej działać jak najmniej schematycznie. Co oznacza, że muszę mniej się męczyć 🙂

      Reply
  5. Dola

    Bycia rodzicem człowiek się uczy. Nie można udawać, ani grać. Czasem warto działać instynktownie.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Dola. Zgadzam się z Tobą. Myślę też, że nie dla każdego dotarcie do siebie, takie działanie instyktowne będzie łatwe…

      Reply
  6. Mariola

    Ja również cenię Juula. A tak poza tym – nie jesteśmy robotami, stworzonymi do obsługi naszych dzieci. Mamy prawo do emocji – i to nie tylko tych pięknych. Sądzę, że taka naturalność zaprocentuje – choćby przez fakt, że nasze dzieci również dadzą sobie prawo do „nie chcę, nie potrzebuję, nie teraz – jestem zmęczona”.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Mariola 🙂 Tak, tego dla nich właśnie chcę, aby zachowały tę swoją naturalność i autentyczność. Pozdrawiam!

      Reply
  7. Smiley Project

    Dokładnie! O relacje przecież chodzi 🙂

    Reply
  8. Magdalena R

    Bardzo dobry tekst
    Pozdrawiam Aniu

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *