Jak budować rodzinę?

Jak budować rodzinę?

Jak budować rodzinę? W tym poście postaram się przybliżyć zasady życia rodzinnego. Choć może zasady to nie jest zbyt fortunne określenie, bo kojarzy mi się od razu z powinnością. Z czymś co należy wymagać. Dlatego może lepiej jeśli będzie się mówić o prawidłowościach? Pewnych wartościach albo o wizji, tego co dobrze by w rodzinie było, co wpływa na rodzinne życie. W którym członkowie rodziny lubią się i szanują. W których panuje współpraca, zarówno między dorosłymi, jak i dziećmi. A również między dorosłymi a dziećmi.

Zacznijmy od szczerości w kontakcie, autentycznej komunikacji

Oznacza to, że po prostu mówimy dziecku wprost o co nam chodzi, co chcemy. I że dzieci mogą także i nam powiedzieć jasno w oczy, czego chcą a czego nie. I z tym wydaje mi się, że nasze pociechy przynajmniej do jakiegoś czasu nie mają z tym problemu. A potem jeśli coś ukrywają, to dlatego, że doszły do wniosku, że mówienie prawdy im się nie opłaca. W kwestii autentycznej komunikacji uważam, że to bardziej rodzice mają więcej do nauczenia się. Nie dlatego, że nie są szczerzy ze złej woli. Tylko dlatego, że nikomu nie przyszło to wcześniej do głowy. Że jak się już jest rodzicem, to trzeba dbać o dziecko, należy je wychować, ono musi znać zasady, musi być porządek trzeba im zapewnić odpowiednią przyszłość etc. Przy takich założeniach i tych wszystkich trzeba i powinno być trudno znaleźć miejsce na chcę albo to dla mnie ważne. Taką szczerość przed samą sobą. Wiem po sobie, że to bardzo otwiera oczy. Samej sobie.

Zaciekawienie sobą i dzieckiem – otwartość na emocje i potrzeby

W pracy już kilka razy zdarzało mi się rozmawiać z rodzicami, którzy przychodzili zatroskonani, przejęci kłopotami dziecka. Rodzice chcieli by ono lepiej uczyło się, było bardziej śmiałe, samo coś robiło, a nie żeby rodzic mu przypominał. I często moje pytanie o zdanie dziecka; osoby, która w tym wszystkim ma też istotną rolę, budziło konsternację. Bo rodzic nie ma pojęcia. Nie spytał….

I znowu mam wrażenie, że skupiając się na swoich powinnościach rodzicielskich zdarza się rodzicom zapominać o tym, że dziecko ma też swoje zdanie. Ma swoje odczucia, cele, pomysły na siebie. I że brak współpracy nie wynika ze złych chęci. Tylko z braku może porozumienia. Z innego spojrzenia na cel. Skupienia się na innych potrzebach. Wyboru kolidujących strategii. I wtedy na takie nieporozumienia przydatne może być spojrzenie z boku. Na siebie i na dziecko też. Zadania pytań:

I co mi chodzi? Z czego wynika moją złość, smutek, bezradność? Co właściwie chcę uzyskać?
Co czuje moje dziecko? O co mu chodzi? Jaka potrzeba, wartość stoi za jego gniewem, smutkiem, odmową, wycofanie? Co dla niego jest ważne, na czym mu zależy?

Bardzo lubię opisywać wychowanie jako proces. Jako uczenie się i wzajemne poznawanie się. Pogłębianie znajomości własnego, ciągle rozwijającego się dziecka. Ale i nas samych. Bo my też się ciągle zmieniamy. Zmieniają się nasze potrzeby i cele. Warto więc upewnić się, sprawdzać co i po co chcemy dla siebie i dla dziecka.

To nie uczucia wyznaczają atmosferę w rodzinie, lecz sposób, w jaki dorośli potrafią wspólnie radzić sobie z uczuciami.
Jesper Juul

Empatia. Szukanie kontaktu i relacji

Relacja ma duże znaczenie. Im więcej czytam, uczę się -także zawodowo- dochodzę do wniosku, że może i nawet najważniejsze. Czasami swoją rolę jako terapeuty postrzegam jako trochę takiego zastępczego rodzica. Który da wsparcie. Nawiąże relację bezpieczeństwa i zaufania, autentyczności. I właściwie dzięki takiemu zaufaniu i bliskości często dokonuje się zmiany. Co nawet wskazują badania nad skutecznością terapii. Okazało się, że jedynym wspólnym czynnikiem w różnych podejściach terapeutycznych była więź właśnie. To daje siłę. Gdy nie wiadomo co zrobić, gdy dopada bezradność i Żadne rozwiązanie nie przychodzi do głowy, to właśnie wsparcie i bliskość drugiej osoby pomaga poradzić sobie.

Jak budować rodzinę? Odpowiedzialność – struktura

Ucząc się pracy z rodziną jeszcze na studiach planowaliśmy różne podejścia w pracy terpeutycznej. Jedno z nich skupiało się na strukturze rodziny. Czyli na tym na ile rodzice byli rodzicami, jak podejmowali decyzje. Bo to jednak porządkuje, gdy wiadomo kogo się słuchać, kto się kim opiekuje. Teraz to spojrzenie na strukturę bardziej mam ochotę zastąpić czy patrzeć na nią przez pryzmat odpowiedzialności. Odpowiedź na takie pytanie. Za co w rodzinie jest odpowiedzialny rodzic/dorosły. A za co dziecko. I co z tego wynika. Trochę powtórzę za Agnieszką Stein. Jeśli chodzi o kształtowanie relacji, to większa odpowiedzialność spoczywa na rodzicu. Bo przede wszystkim jest on dojrzalszy, starszy. Ma więcej doświadczeń. Miał więcej czasu by przećwiczyć różne sposoby, strategie. I miał więcej kontaktów z innymi dzięki którym mógł się nauczyć wzajemnego dogadywania się.
Wracając do odpowiedzialności. Po lekturze książek J. Juula i A. Stein dochodzę do wniosku, ze dość istotne jest gdy dzieci mają współodpowiedzialność za dom. Czyli miejsce, które należy do wszystkich w rodzinie. I każdy ma też w nim jakąś przestrzeń. I może decydować o niej. Utrzymywać ją w takim stanie, aby każdy mógł w domu czuć się jak u siebie. By zarówno rodzice jak i dzieci wiedzieli że to ich miejsce należy do wszystkich w rodzinie.

Granice

Granice często utożsamiane są z zasadami. Także takimi moralnymi. Gdy dziecko wie jakie są granice (jakie są zasady), to nie będzie ich przekraczać, łamać czyli czytaj zachowywać się grzecznie i porządnie. Będzie miłe usłużne dla innych. Po czym rozpoznać te granice? Wychodzi na to, że jest to wiedzą co należy robić, a co nie. I z takim podejściem od jakiegoś czasu się nie zgadzam. Bardziej mi odpowiada zupełnie inna wizja granic. Taka tożsama może trochę z geograficzną wizję. Mianowicie granice psychologiczne wyznaczają obszar, przestrzeń na jakiej dana osoba czuję się swobodnie. Czuje się sobą. A co tę przestrzeń psychologiczną tworzy? Prawa i potrzeby danej osoby. To sprawia, że granice są elastyczne i zmienne. Bo nasze potrzeby mogą się zmieniać. Jednego dnia mogę mieć większą chęć na bliskość, drugiego potrzebuję jakiejś struktury i ładu. A trzeciego mogę być tak zmęczona, ze tona śmieci, brudne dzieci zupełnie mi nie przeszkadzają, bo chcę się wyspać. W tym podejściu te zmieniające się granicę dość prosto rozpoznać. Po słowie “Nie”.
Takie podejście na granice według mnie sprawia, że bardziej rozwija się w dziecku nie wiedza, a empatia. Bo szacunek dla innej osoby dziecko zyskuje nie dzięki wiedzy i poczuciu powinności (Nikogo nie wolno bić), tylko dlatego, że chcemy dobrze dla drugiej strony (nie chcę żebyś mnie uderzał, to mnie boli).

Elastyczność, czyli niekoniecznie istotna rola zasad i konsekwencji

Pamiętam, gdy jeszcze jako młoda psycholog, bez dzieci, spotykałam się z rodzicami. Jak łatwo wtedy było zobaczyć, że trudności z dzieckiem wynikają z braku konsekwencji. Wystarczy być bardziej stanowczym, trzymać się zasad i już. A potem sama zostałam matką i moją konsekwencję szlag trafił.
I doszłam po jakimś czasie do wniosku, że bardziej niż mojej stanowczości dzieci potrzebują ode mnie uwagi, wsparcia, zrozumienia. Szacunku. I łatwiej im zwracać uwagę na moje potrzeby, jeśli w kontakcie ze mną czują się bezpiecznie. I mnie jakoś lepiej jest z takim przekonaniem, że moje dzieci są dla mnie miłe i życzliwe nie dlatego, że tak trzeba. Tylko dlatego, że chcą dla mnie tego samego, co mogą dostać ode mnie. Miłości, zaufania, wsparcia, pomocy.

Dzieci nie potrzebują doskonałych rodziców, ale autentycznych ludzi z krwi i kości, którzy może nie wiedzą wszystkiego, ale za to są stale gotowi, żeby się rozwijać.
Jesper Juul

Rodzicielstwo to wyzwanie i ciągła nauka

To nie rola, w którą się wchodzi. Lecz permanentny stan, który zmienia świadomość. I wiąże się z rozwojem, czyli uważnością na zmiany. Bo przez te standardowe 18 lat nasze dziecko będzie zmieniało się non stop. Przede wszystkim dlatego, że to wynika z samej biologii. Dziecko dojrzewa, rośnie, więcej rozumie, zmienia się sposób w jaki spostrzega, zapamiętuje i radzi sobie z własnym ciałem, emocjami. Po drugie zmienia się też o rodzina. Pojawienie się dziecka łączy się z nowymi wyzwaniami dla pary. I to co mogło być skuteczne wcześniej, od tej pory może już nie zdawać egzaminu. I to samo może dziać się gdy pojawia się kolejne dziecko. Gdy rodzic, który chce rozpocząć pracę i mieć więcej przestrzeni na swoje sprawy.
Po trzecie zmieniać się możesz się i sama Ty. Już coś przeżyłam, coś sprawdziłaś, dowiedziałaś się czegoś o sobie. I chcesz inaczej.

Każda zmiana jest trudna. Dlatego że jest zmianą. To co działało, do tej pory już się nie sprawdza. Nowych metod i sposobów jeszcze nie ma. Bardzo łatwo się wtedy czuć zagubiona, bezradną. Zdenerwowaną brakiem rezultatów. Spokoju. który pewnie przyjdzie razem z uważnością. I akceptacją tego, że to co niezmienne w życiu to zmiana właśnie.
Dlatego zwracanie uwagi na siebie, na relacje z innymi, na swoje wartości pod takim kątem aktualności, sprawdzania mojego tu i teraz, moich aktualnych potrzeb jest dość istotne. Tego, jakie dziś są potrzeby mojego dziecka. Czy nadal oboje wiemy o co nam chodzi?

Źródło zdjęcia:Pixabay

Wychowujemy nie dziecko, a dorosłego

I wiem, że na pewno nie opisałam tutaj może jeszcze kilku punktów. No pewnie ilu rodziców, tyle zagadnień, które jeszcze by może dorzucili. Dlatego tak na koniec zostawię Cię z cytatem i pytaniem do zastanowienia się. Jaką rodzinę chcesz stworzyć? Na jakich relacjach, wartościach Ci zależy? Czy pozostałe osoby chcą tego samego co Ty?

W kwestii wychowania dzieci poszukiwanie jedynie słusznej metody nie jest dobrym pomysłem. Dobrym pomysłem jest natomiast zastanowienie się nad wyznawanymi przez siebie wartościami.
Jesper Juul

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie! Podziel się! Niech inni też mają szansę dowiedzieć się czegoś ciekawego 🙂

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://www.dzieci-i-pieniadze.com/jak-budowac-rodzine/
YouTube
Linkedln
INSTAGRAM

4 Comments

  1. Ewa

    Aniu fajnie to zebrała, dzięki❤

    Reply
  2. Ula

    Bardzo ciekawy tekst. Spojrzenie na rodzinę, jak na „obiekt” z książek, mnie uzmysłowiło, że zawsze można spojrzeć z boku. I racjonalnie ocenić. W życiu zawodowym, przynajmniej mnie, łatwiej to zrobić niż prywatnym. I nie ważne czy chodzi o relację z dzieckiem czy małżonkiem.
    Jak znać odpowiedzi, gdy nie pytamy, nie wczuwamy się, nie dostosowujemy do następujących zmian itp. itd….

    Reply
  3. Paulina

    Przyznam się, że gdy zobaczyłam tytuł tego posta, pojawiła się u mnie rezerwa. Bo jak to tak, szufladkowanie? uniwersalne zasady? Tym uważniej go przeczytałam i rezerwa zniknęła. Nie ma tu punktu, z którym bym się nie zgodziła.
    A co do konsekwencji: w naszej rodzinie, w podejściu do córki mąż jest konsekwentny, ja odpuszczam. Niemniej, kiedy pojawia się coś istotnego, nie mam problemu, żeby to od dziecka uzyskać. Czyli może ta konsekwencja w pewnych okolicznościach nie waży aż tak bardzo?

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Paulina, cieszę się, że Twoja rezerwa zniknęła 🙂 Ja też wiele odpuszczam, szczególnie gdy pojawia się u mnie postawa takiego bardziej uporu i stawiania na swoim (co wydaje mi się że jest czasem określane właśnie jako konsekwencja). I zadaję sobie pytanie „O co mi chodzi?”. I zdaję sobie sprawę, że najbardziej chodzi mi najczęściej o dobrą relację, której moja konsekwencja wcale nie pomaga utrzymywać. Więc odpowiadając z mojej perspektywy na Twoje pytanie uważam, że nie waży 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *