Strategie na zakupy z dziećmi. Jak kupować, by nie zbankrutować.

Strategie na zakupy z dziećmi

Dziś kolejny post w cyklu „Lato z blogerami”. Jego autorką jest Basia ze Szkół Mocy, gdzie pomaga rodzicom nawiązać lepszy kontakt z dzieckiem za pomocą Porozumienia bez Przemocy (NVC). Jak można to praktykować w codziennym życiu i w sklepie, przeczytacie poniżej 🙂 Bo często wspólne zakupy z dzieckiem, stają się bardzo trudnym doświadczeniem dla obu stron. Poznacie także strategie Basi na zakupy z dziećmi które pozwolą na to, by na były to doświadczenia zarówno bogate w sensie emocjonalnym, jak i finansowym. Zapraszam do lektury 🙂



Basia Bielanik 171

Są wakacje i niewątpliwie jest to czas wielu wydatków, ale dla mnie również oszczędności. Dzieci wyjechały i na nasze utrzymanie wydajemy o wiele mniej pieniędzy niż normalnie. A jemy sobie po królewsku – wyborny włoski makaron z krewetkami, do tego dobre wino. A rachunki, w porównaniu do tych z czerwca – mikroskopijne. I przychodzi taka refleksja, że to zakupy z dziećmi są zgubne. Wtedy właśnie w koszyku lądują rzeczy nie tyle luksusowe, co dziesiątki drobiazgów, które potem ciągną się długim rządkiem na rachunku, powodując moje gigantyczne zdziwienie przy kasie.

Postanowiłam wykorzystać ten czas na opracowanie swoich strategii na unikanie takich sytuacji w przyszłości. Mam nadzieję, że część z nich będzie Wam pomocna.

Jak być może wiecie, jestem żyrafą. Staram się żyć i postępować zgodnie z zasadami Porozumienia bez przemocy (NVC). Odpada więc manipulacja w stylu „nie mam pieniędzy”. Dziecko widzi, że je mam w portfelu. Ewentualnie rezolutnie mówi „to weź z bankomatu”. Ja mówię wtedy „nie zaplanowałam tego w dzisiejszych wydatkach” lub „możesz sobie to kupić z własnych pieniędzy” Ta strategia chyba działa najlepiej, szczególnie u mojej 6-latki, która bardzo ceni sobie swój „hajs” 😉 Dotychczas też tak mówiłam, ale każdy wyłom i uleganie zachciankom sprawiało, że ta strategia była nieskuteczna, bo dzieci miały własne pomysły, jak mnie przekonać. Wszystko więc w moich rękach i wykorzystanie rodzicielskiego „nie” w sytuacji, kiedy naprawdę jesteśmy „na nie”, jest tylko naturalnym krokiem. Jesper Juul w książce „Nie – z miłości” przytacza taki dialog:

– Mamo, pójdziemy do Mc Donald’s?
– Nie, nie chcę tam iść.
– Ale dlaczego?
– Nie chcę wydawać pieniędzy na tak złe jedzenie.
– Ale Laura i Mikołaj zawsze chodzą z rodzicami do Mc Donald’s
– Wynika z tego, że mają na ten temat inne zdanie niż ja.
– A nie możesz zmienić swojego zdania?
– Mogę, ale nie chcę.

Mamy prawo do takiej decyzji, tak jak dziecko ma prawo prosić. Tym niemniej w przytoczonym dialogu każda ze stron miała okazję wyrazić swoje zdanie, zostać usłyszana, a jednak tylko potrzeby jednej z nich zostały zaspokojone. Czasem udaje się zaspokoić ich więcej poprzez zaproponowanie innego wspólnego wyjścia, bo dziecko prosząc o Mc Donald’s może po prostu potrzebować czasu spędzonego wspólnie. Prosząc o baton – może być głodne. Prosząc o książeczkę – chce czuć się ważne i widziane. Zobaczenie go „o, widzę, że interesujesz się książeczką o słoniu. Co Ty na to, żebyśmy w domu przeczytali Twoją o Benjaminie?” może zapobiec niekontrolowanym wydatkom, a zaspokoić potrzeby naszego malucha.

Oczywiście pewnie się ze mną zgodzicie, że wiele radości daje nam, rodzicom, spełnianie próśb dziecka. Warto jednak zaglądać trochę głębiej i sprawdzać, co tak naprawdę kryje się za tą prośbą, a nie ulegać chwilowym kaprysom i zachciankom. Wtedy coraz rzadsze stają się ataki furii w supermarkecie, obrażona mina dziecka, które nie dostało szóstej piłeczki czy bunt nastolatki, która chce markowe ciuchy, by przypodobać się grupie rówieśników. Dzięki temu, zamiast budować mury z cegiełek złości i rozczarowania, budujemy most porozumienia i relacji, którego nie zburzy odmowa czy zakaz.

Czasem takie ćwiczenie trzeba zacząć od siebie. Żyjemy w czasach wszelkiej obfitości i pomimo teoretycznej wiedzy, że na zakupy idziemy po posiłku, z kartką i najlepiej odliczoną gotówką, to kończy się na tym, że w 99% procent przypadków ląduje nam w koszyczku co najmniej jedna zbędna, nieprzewidziana rzecz. Kiedy same nie potrafimy sobie odmawiać, nie mamy w sobie zasobów, żeby powiedzieć „nie” dziecku. Kiedy dzieci widzą, że my sobie „folgujemy”, same są mniej skore do odmawiania sobie czegokolwiek. Może więc wakacje potraktujemy jako czas treningu, jak zwykle zaczynając od samych siebie.

Ja mam na to sposób, że po zakończeniu zakupów przeglądam koszyk i staram się jednak odłożyć to, co w nim znalazło się „przypadkiem”.

Michał Szafrański radzi, by ustalić sobie limit, np. 50 zł, do których możemy robić nieplanowane zakupy, a powyżej sami z sobą ustalamy, że wrócimy po daną rzecz jutro (jeżeli nadal okaże się, że jej potrzebujemy). Zwykle okazuje się, że nawet nie pamiętamy o tym, że coś takiego chcieliśmy kupić. Ta strategia w przypadku dzieci często wymaga trochę więcej czasu. Dzieci są ciągle w „ja chcę”, a ponieważ nie mają tylu spraw na głowie, nie tak łatwo zapominają o swoich potrzebach. Proponuję tu okres tygodnia na zastanowienie i komunikat „Jeżeli nadal będziesz tego chciała, możemy wrócić do tematu. Na razie nie mam na to zgody”.

O, jeszcze jedna ważna sprawa, która wraca do mnie ostatnio jak bumerang. Jak na meczu siatkówki możemy poprosić o czas.

Jeżeli nie wiesz, co powiedzieć, weź czas. Jeśli nie do końca chcesz się zgodzić, ale też nie masz pewności, że to kategoryczna odmowa, poproś o chwilę lub kilka dni do namysłu. To zawsze Ci wolno i taką postawę łatwej dziecku znieść. A później faktycznie przemyśl sprawę, zobacz jak Ci jest z tym pomysłem, może on wcale nie jest taki zły, a może właśnie jest fatalny. Powiedz o tym dziecku kiedy już podejmiesz decyzję. Nie unikaj tematu. To Twoje życie i Twoje decyzje.

Jeżeli to wszystko wydaje się za trudne, pozostaje robienie zakupów bez dzieci lub zamawianie ich przez Internet z dostawą do domu. Podobno to świetne rozwiązanie, choć ja jeszcze nigdy nie próbowałam. Jakie są Twoje doświadczenia? Jakie masz strategie, które działają? Podziel się nimi w komentarzach. Zawsze konkretne rozwiązania, które wypracujesz dla siebie i swojej rodziny sprawdzą się lepiej niż złote rady innych ludzi, więc śmiało, buduj swoje mosty z własnych elementów. Powodzenia!

Facebook
Facebook
Google+
Google+
http://www.dzieci-i-pieniadze.com/strategie-na-zakupy-z-dziecmi/
YouTube
Linkedln
INSTAGRAM

6 Comments

  1. Karolina

    Podczas zakupów spożywczych umawiam się z dzieciakami, że wybierają po jednej słodkiej rzeczy i działa, nie ma krzyków ani pisków (młodsza córka ma 4 lata i od dawna tak kupujemy), a zabawki zamawiamy w internecie.

    Reply
    1. Ania Czereszewska (Post author)

      Witaj Karolina. Ja też zauważyłam, że gdy na początku dzieci mogą sobie coś kupić dla siebie, to potem zakupy są spokojniejsze. Choć to nie zawsze reguła 🙂 Pozdrawiam

      Reply
      1. Basia Szkoły Mocy

        U mnie póki pilnuję, to działa, ale nie daj Boże zadzwoni ktoś do mnie i tracę skupienie, a w koszyczku znajduję pół Biedronki 😉

        Reply
    2. Basia Szkoły Mocy

      Dzięki Karolina! Zabawki w internecie to świetny patent, ale też trochę „test marshmallow”. Czasem widzimy coś np. w Smyku, sprawdzamy na Allegro i okazuje się, że jest o kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt złotych taniej. Wtedy następuje pełne napięcia milczenie… czy chcę to JUŻ, czy poczekam, a dzięki temu mogę kupić coś jeszcze. Zdarza się, że nie ma mocnych, trzeba to kupić już, ale bywa też, że odraczamy przyjemność. Jeżeli jest to „zabawka” dla mnie, odraczam na 100%.

      Reply
  2. Anna - Kobieta Inwestuje

    Ja ma podobną strategię, jak Karolina. Umawiam się z dziećmi (właściwie już tylko z młodszą córką – nastoletni syn już tę strategię ma wyuczoną 🙂 ), w jakim celu idziemy na zakupy, po co konkretnie itp i że nie mamy w planie kupowania np. zabawek 🙂 Najczęściej jestem w stanie się ugiąć czasem na jakąś małą przekąskę czy lody, ale moja konsekwencja przynosi efekty. Dobry temat właściwie, bo taka nauka stawiania granic i określania celów jest później pomocna w wielu innych sytuacjach, nie tylko zakupowych 🙂

    Reply
    1. Basia Szkoły Mocy

      Anna, faktycznie jest to rodzaj granicy, przewidywalności i postawy rodzica, która pomaga dziecku widzieć świat w ramach, które są mu potrzebne. Ja sama lubię czasem zrobić inaczej, np zaszaleć z 4 gałkami lodów. To taka spontaniczność, która jest moją cechą i nawet nie chcę z tym walczyć. Ma to jednak „skutki uboczne”, bo dzieci nie wiedzą kiedy można mi pomarudzić i się zgodzę, a kiedy nie. Cóż, nie można być ideałem 😉

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *