Ten tekst powstał kilka lat temu. Obecnie nie odzwierciedla on całkowicie mojego podejścia do nauki zaradności finansowej dzieci. Zostawiam jednak ten artykuł, by pokazać, że każdy rozwój to droga, proces, podejście krytyczne także do siebie. Przekaz, jaki teraz jest mi bliski, znajdziecie na w kategoriach 10 pytań na początek i Jak rozwijać zaradność finansową?

Ten wpis powstaje spontanicznie. Bo na ten tydzień myślałam, by umieścić zupełnie inny post. Ale czasami warto odstąpić od planów. Przynajmniej ja mam taką potrzebę. Dziś. Tu i teraz. Czasami warto zatrzymać się i zastanowić nad sobą. I właśnie ja mam taki moment.
Ostatnio piszę w kilku miejscach, że czuję się zmęczona i tęsknię za wiosną. Może to wynik przeciągającej się zimy i szarej pogody angielskiej. A może też tego, że biorę na siebie wiele obowiązków i po prostu jest to wynik przeciążenia. W każdym bądź razie czuję potrzebę zatrzymania siebie w mojej pędzie i rutynie, w którą wpadłam i zapytać się samej siebie: “O co chodzi? Co się ze mną dzieje?” I ten wpis jest tego rezultatem.

Jesteś przewodnikiem, czego chcesz nauczyć swoje dzieci.

Do tego samego namawiam i Ciebie. Mam wrażenie, że w swoich obowiązkach, chęci zadowolenia także innych, często – my Mamy – wpadamy w koło błędnych zachowań. Że tak chcemy wiele dać innym, że na nas często brakuje już miejsca. A to co robimy, jest tak samo ważne dla nas jak i dla naszych dzieci. Już nie raz pisałam – i nie raz na pewno o tym wspomnę – że jesteśmy przewodnikami dla naszych dzieci. Że pokazujemy im, jak się w tym świecie, do którego dorastają odnaleźć. I one także z naszej postawy uczą się, jak się zachowywać. I jak dbać o siebie.

Bądź sobą, mamą – nie graj roli

Od kiedy poznałam książki Juula, to dały mi one głębsze spojrzenie na bycie rodzicem. Szczególnie trafiło do mnie zdanie o byciu autentycznym. Że bycie rodzicem nie polega na wchodzeniu w rolę mamy czy taty. Jesteś rodzicem i już. Jesteś odpowiedzialna za swoje dzieci, bo jesteś ich mamą. I najlepiej wychowasz je, jeśli po prostu będziesz szczera i autentyczna w tym co robisz. I to mi dało dużo do myślenia. Że nawet jako rodzic, to warto być sobą. Zwróciłam uwagę, jak często kieruję stereotypowe przekazy do własnych dzieci. Mówię, to co powinna mówić mama. Mówię, to co sama słyszałam jako dziecko. I często denerwowałam się i nadal denerwuję, gdy moje słowa jakby trafiają w próżnię. Ale właściwie dlaczego miałyby one wywoływać jakiś efekt? Skoro je rzucam w przestrzeń? Skoro je tylko wypowiadam, a tak naprawdę, to czy mają one jakieś znaczenie? Złapałam się już kilka razy na tym, że mówię coś siłą rozpędu i nawet nie jestem pewna czy moje dzieci mnie słyszą, bo są w drugim pokoju. I do tego zajęte swoimi sprawami. Dlaczego w ogóle miałyby zareagować?
Takie spojrzenie z boku sprawia, że łapię się na tym, jak czasem automatycznie się zachowuję. I jak mało to naturalne.
I właśnie teraz, gdy jestem zmęczona, to czuję potrzebę zastanowienia się, czego właściwie chcę. Co mi jest potrzebne, by czuć się lepiej. By czuć się wypoczętą, zrelaksowaną, zadowoloną z życia, by być w lepszym kontakcie z dziećmi…

Język osobisty – chcę i potrzebuję

I tu znowu z pomocą przychodzi mi Juul. Który zachęca do posługiwania się językiem osobistym. Żeby przestać się kryć za słowami i po prostu powiedzieć: “Chcę, nie chcę, potrzebuje, nie potrzebuję”
I wiecie, mam potrzebę napisać, że to działa. Już kilka razy zauważyłam, że gdy tak naprawdę szczerze powiedziałam dzieciom, czemu potrzebuję ich pomocy w sprzątaniu, to zazwyczaj ją dostaję. Zazwyczaj, nie zawsze. Ale na pewno częściej, niż gdy się denerwuję. Wiem, że też więcej pożytku moje dzieci mają ze mnie, gdy jestem naturalna i szczera. Gdy jestem sobą. Nawet jak jestem bezradna i zmęczona. Ale wtedy możemy być po prostu w autentycznym kontakcie. Więc daję sobie prawo powiedzieć: “Nie , nie pobawię się teraz z Tobą, czuję się zmęczona i chcę poleżeć”, “Potrzebuję Waszej pomocy w sprzątaniu, bo jestem już zmęczona robieniem tego sama”. Gdy te słowa są prawdziwe, powiedziane szczerze, gdy mówię je tak, by moje dzieci mnie usłyszały, to one zazwyczaj odpowiadają na moją prośbę. Albo reagują odmową, swoimi emocjami. Ale przynajmniej jesteśmy w jakimś porozumieniu. Nie udajemy. A przynajmniej ja. Bo mam takie podejrzenie, że moje dzieci raczej nie udają. Są jakie są i wszystko przeżywają na 100 %..

Najważniejsza jest relacja

I w tym moim zmęczeniu uświadamiam sobie, że to czego dzieci ode mnie potrzebują, to ja sama. Taka prawdziwa. Ze swoimi siłami i ograniczeniami. Nawet jeśli ich zaskoczę swoimi prośbami o pomoc albo pokażę, że nie jestem idealna, bo często bezradna i bezsilna. I ja sobie też taka jestem potrzebna. Odkrywająca siebie cały czas.
Prawdę mówiąc, odkrywam także swoje dzieci. Cały czas ich się uczę. Często zastanawiam się, jak będę radzić sobie w życiu, jakie cechy będą dominować w ich charakterze i już zdążyłam się zaskoczyć,że jest inaczej niż mi się wydawało..
Tego wzajemnego odkrywania nie będzie i może nie być, jeśli nie będziemy mieć ze sobą życzliwej, prawdziwej więzi. W której każde z nas jest zainteresowane tym, kim druga osoba jest. I myślę, że zapewnienie tego bardziej leży to po naszej stronie, po stronie rodziców. By unikać patrzenie na dziecko przez pryzmat naszych oczekiwań, lęków, nadziei. Że czasem po prostu wystarczy zapytać swojego malucha “Co czujesz? Co potrzebujesz?”. Zastanowić się, jaki on tak naprawdę jest.
I że jak same sobie damy pozwolenie na bycie nieidealną, to też własnym dzieciom dajemy sygnał, że bycie nieperfekcyjnym jest w porządku. I że znacznie ważniejsze jest bycie sobą.
Wybacz mi ten dzisiejszy niezgrabny wpis. Jakoś nie chcę go upiększać na siłę. To, co chcę dziś napisać dla siebie i dla Ciebie:

Jesteś, jaka jesteś. Jeśli potrzebujesz czegoś, to nie bój się o tym mówić. Nawet jeśli oznacza to proszenie albo pokazywanie, że masz słabości. I tak dla swoich dzieci jesteś najlepszą mamą, jaka może być. Bo jesteś ich. I prawdę mówiąc lepszej mamy też mieć nie będą. Więc warto być sobą. Dlatego nie ukrywaj się też przed nimi, niech one też Ciebie się uczą, tak ja Ty uczysz się nich.

Źródło zdjęcia:Pixabay

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie! Podziel się!