Ktoś -nie pamiętam kto – powiedział , że przy dzieciach wychodzi to, z czym masz kłopot. Bardzo się z tym zgadzam. Bo i dla mnie macierzyństwo okazało się doświadczeniem, dzięki któremu sama się rozwijam i zyskuję nową wiedzę o sobie. Dla mnie jednym z trudnych takich obszarów była bezradność. I mam wrażenie, że jest to uczucie, o którym mniej się mówi. Ze wszyscy zwracają uwagę, jak radzić sobie ze złością. A w sprawach bezradności .. Jakoś nie pamiętam, bym czytała chociażby w tym tygodniu cokolwiek na ten temat, a o złości na pewno już widziałam jeden artykuł. I dla mnie osobiście ważne było i ciągle jest to, że tak naprawdę nie mam kontroli nad całkiem sporą ilością rzeczy. Na które wpływ chciałabym mieć .

Bo nie mogę mieć wszystkiego / nie mam wpływu na wszystko/ czasami nawet na siebie

Na przykład:

  • Na to czy mój syn zdecyduje się spełnić od razu prośbę o posprzątanie zabawek
  • Na to czy przekonam go, by nie wydawał wszystkich swoich oszczędności na słodycze
  • Czy moja córka zgodzi się umyć zęby
  • Czy Facebook pozwoli dotrzeć postowi z mojego fan page do wszystkich moich obserwatorów
  • Na to bym nie poczuła bólu, gdy się uderzę
  • Na kierowcę który przejedzie na czerwonym świetle i przemknie zaraz przede mną na przejściu dla pieszych
  • Czy politycy nie wymyślą znowu czegoś co sprawi że nawet moje pieniądze z prywatnego konta będą zagrożone. Nie mówiąc o pieniądzach na emeryturę w ZUS czy OFE
  • W którym momencie pojawi u mnie się złość albo lęk
  • Częściowo nawet na pracę swoich narządów

I tak bym mogła wymieniać …

Jak pokonać bezradność?

Dlaczego o tym piszę? Bo nie lubię być bezradna. Nie lubię nie mieć kontroli i wpływu. Bo lubię decydować o tym co dla mnie ważne. A często jednak okazuje się, że to nie jest takie łatwe i proste jak pstryknięcie palcami. A często chciałabym żeby takie było.

Więc omijam trochę to uczucie. Starając się robić chociaż to na co mogę mieć wpływ. Tworząc inny plan działania. Abym wiedziała, co mogę zrobić. Bo działać też lubię. Lubię być energiczna i coś robić.

I właściwie na te wszystkie sytuacje, które wymieniłam wcześniej, wydaje mi się, że też bym jakiś sposób znalazła .

Gdy syn nie chce posprzątać zabawek – to przecież mogę na niego nakrzyczeć . Wydrzeć się tak, że będzie się mnie bał i będzie się bał nie posprzątać już więcej .Mogę go kopnąć, uderzyć, rzucić o ścianę, by wiedział, że lepiej słuchać mnie od razu.

Mogę obiecać mu kolejną bajką na komputerze. Ciastko. Dopłatę do kieszonkowego. Żeby wiedział że opłaca mu się realizować moje postanowienia.

Mogę go ośmieszyć, zawstydzić żeby chciał zasłużyć i usłyszeć moje dobre słowo o nim.

Mogę go okłamać, że mu wyrzucę wszystkie zabawki, by się bał je stracić.

Mogę zrobić to wszystko. Niektóre z tych rzeczy robiłam.

Ale nie chcę z tych sposobów korzystać.

Bo co mi po tym że będę mieć kontrolę i wpływ teraz na moje dziecko. Jeśli ono będzie decydowało się robić pewne rzeczy nie dlatego, że chce mi pomoc, z życzliwości. Tylko dlatego, że się mnie boi. Albo tak potrzebuje czułości i miłości, że jest w stanie poświęcić własną niezależność.

Nie tego chcę dla niego. Bo wiem, że w żaden sposób nie przysłuży się to jemu ani mnie. Bo przecież za kilka lat sytuacja może się zmienić. On będzie większy, silniejszy bardziej samodzielny. I znowu może mnie nie posłuchać. Może mnie po prostu zignorować. Wyjść z domu. Uderzyć, bo będzie większy, silniejszy.

Albo będzie tak zależny ode mnie, ze nie będzie w stanie zadbać o siebie bez mojego pozwolenia i wciąż robić wszystko, byle bym dała mu akceptację. Albo koledzy. Czy przyszły szef.

Nie takiego syna, nie taką córkę chcę wychować. I dzięki moim dzieciom wiem, że w kontakcie z nimi wolę wybrać bezradność. Że dzięki nim uświadamiam sobie, że jestem bezradna w pewnych obszarach i jak to jest dla mnie trudne. Że nie mam takiej mocy, jaką bym chciała mieć. A to co mogę zrobić (i to co ze względu na moje wartości wybieram ) to przyznać się przed sama sobą, że nie mam wpływu. I pobyć z tym uczuciem przez jakiś czas. Choć tego bardzo nie lubię. Dla mnie paradoksalnie, to jak mogę pokonać bezradność, to raczej wybór, by z nią nie walczyć. Lecz zaakceptować, przyznać się do niej przed samą sobą i dziećmi.

Na co tak właściwie mam wpływ / nad czym mogę mieć kontrolę?

Na to co wybieram. Na to w jaki sposób chce radzić sobie z moją bezradnością. Czy chcę to uczucie wykorzystać, by zrozumieć lepiej samą siebie. I moje dzieci. Mojego męża. I na czym mi zależy bardziej. Czy na szukaniu sposobów na lepszy kontakt i relacje czy na strategii na uzyskiwanie tego, co chcę.

Źródło zdjęcia:Pixabay

Jak to jest u Ciebie? Czy bezradność też jest dla Ciebie uczuciem trudnym? Jak ty sobie z nią radzisz?

A jeśli podobał Ci się ten artykuł, nie zachowuj tego tylko dla Siebie. Podziel się, przekaż ten artykuł dalej. Może i innym osobom wskaże on coś istotnego.